Wydłużanie doby to magia?

Czas. Dni. Godziny. Minuty. Sekundy.
Pojęcie względne, co? Każdy zegar zna, wie jak odczytać te nieustannie przesuwające się wskazówki. Ale nie każdy wie, jak ten czas wydłużyć. Bo przecież każdemu z nas ten czas ucieka, prawda? Godziny mijają, dni uciekają, miesiące wręcz spieprzają w dal nawet nie wiemy kiedy. I tak rok, za rokiem. A przy dzieciach, ten czas jakby znika podwójnie szybiej.
No (czarna) magia.

Otóż nie.

Sama przez pewien okres tkwiłam w takim przeświadczeniu, że ten czas to taki złośliwy twór, który im bardziej chcemy żeby zwolnił – tym przyśpiesza, i odwrotnie. Jednak zdałam sobie sprawę z tego, że wcale tak nie jest.
Wiecie, kiedy zorientowałam się, że to moja cholerna broszka ten czas uporządkować i nie pozwalać mu na ucieczkę?
Kiedy na początku zeszłego roku straciłam smartfona i przesiadłam się na ten zwykły, „niemądry” (ale jak genialny w swej prostocie) telefon.
Starą Nokię z klawiaturą qwerty, to był jedyny telefon jaki miałam wtedy na stanie w domu. I tak już została ze mną, ta poczciwa Nokia na kilka długich miesięcy.
Nawet nie wiecie ile ja wtedy nagle, magicznie miałam czasu!
W te kilka miesięcy uświadomiłam sobie, jak siedząc wieczorami na telefonie – niby odpoczywając, niby coś tam sprawdzając trwoniłam godziny na pierdoły.
Pudelki, scrollowanie Facebooka, Instagrama (jakby mi to życie wydłużało, niestety – wręcz przeciwnie), błądzenie po Internetach. Były też dobre strony, masa wiedzy jaką zdobyłam – ale umówmy się, tych pierdół było zdecydowanie więcej.
Nie chwaliłam się tym, że straciłam telefon, bo byłam dalej aktywna na IG, ale z mocnym ograniczeniem czasowym – używałam telefonu Szymona.
Te kilka miesięcy oczyszczającego detoksu dały mi dużo do myślenia, porządnie poukładały w głowie i od tamtej pory, mimo że znowu mam swój „mądry” telefon, już nie popełniam błędów z przeszłości i nie marnuję tak godzin jak kiedyś.

Jak wydłużyłam swoją dobę?

  1. Przefiltruj co wpada Ci do głowy przy przesiadywaniu w Internecie.
    Szczególnie w czasie spędzonym na Instagramie i Youtubie – te dwie platformy to studnia twórców bez dna.
    Jednak są dobrzy twórcy – tacy, którzy przekazują jakieś wartości, które Cię interesują. Może motywują? Cokolwiek dobrego dla Ciebie robią tych zostaw.
    Są też Ci neutralni. Są bo są, gadają bo gadają, nikomu krzywdy nie robią, a Ty ich słuchasz w zasadzie zastanawiając się po co? Po co po raz kolejny oglądam laskę/faceta, która gada w 90% o sobie? Tutaj sami odpowiedzcie sobie na pytanie, czy warto kogoś takiego oglądać i oddawać mu niemały kawałek swojego życia nie otrzymując nic w zamian, poza krypto reklamą sponsorowanych produktów?
  2. Wyłącz powiadomienia w telefonie z portali społecznościowych (i innych). To naprawdę rozpraszacz i czasozabieracz. Dlaczego? Kliknij w takie powiadomienie wyskakujące Ci na ekranie z chwytliwym nagłówkiem rodem z Pudelka i masz. Wchodzisz i najpewniej na tym jednym tytule się nie skończy, więc po co marnować czas na czytanie pierdół, jak i sprawdzaniu co jakiś czas, co tam u Marty, Gosi, Asi i Basi na Instagramie, bo akurat dodały nowe zdjęcia? 37 w tym tygodniu, każda jedna? No własnie.
    Wygospodaruj sobie na to czas, ale nie bądź niewolnikiem powiadomień.
  3. Ustal limity spędzania czasu w smartfonie. Teraz nawet Instagram wprowadził taką opcję. I ja wiem, że można ustawić na starcie jakiś abstrakcyjny czas 10 minut „bo przecież więcej na tym Insta nie siedzę w ciągu dnia, no noł łej!” a później zonk, bo co chwilę trzeba ten czas przedłużać. Ja się na tym złapałam ostatnio, z 60 minut zeszłam na 20. Ja nie wiem kiedy te 20 minut mija, serio. Ale staram się twardo trzymać, bo jak policzyłam ile rocznie takie 60 minut dziennie  na Instagramie wychodzi po zsumowaniu, to się za głowę złapałam : to jest 15 dni w roku. 15 DNI. Cały platny urlop, jeśli ktoś ma taki przywilej w pracy – tylko tutaj bezpłatny i często bezproduktywny. Albo 45 dni pracy, niektórzy za darmoszkę, a jak.  Może to Wam otworzy oczy, gdzie ten czarnomagiczny czas ucieka?
  4. Planuj dzień. I tutaj odsyłam do najlepszej w tym temacie Pani Swojego Czasu , bo sama ciąglę się tego planowania uczę. Teraz jedyne na co narzekam, to na zbyt dużo pracy i zbyt mało czasu na nią, kiedy dzieci są przedszkolu. Ale staram się to optymalizować, planować i rozpisywać jak mogę, bo wiem że to działa!

Dbaj o siebie i szanuj swój czas!

I absolutnie nie mam na myśli pisząc ten post, żeby całkowicie odstawić Internety i zaszyć się w Bieszczadach, bo przecież sama działam tutaj na blogu i na Instagramie. Ale mam w tym misję, a pisanie sprawia mi radość i satysfakcję. Także jedni jeżdzą na rowerze, chodzą po górach, a ja zaszywam się wieczorami z kubkiem kawy i piszę. Nie tylko bloga, ale o tym opowiem kiedy indziej.

A Ty masz swoją misję? 

Jeśli tak, to najpewniej wiesz, że tworzenie treści, zdjęć, czy choćby nagrywanie Stories zjada mnóstwo czasu (a Ci, którzy mówią o tym „A to tylko takie tam 15 sekund z mojego życia – łącznie jakieś 7 minut w ciągu dnia, przecież to tyle co nic!” to bzdura. Ten wynik wypadałoby pomnożyć x5 jeśli ktoś dodaje napisy, albo x kilkadziesiąt jeśli czasem nagrywa po kilka razy)
Po wybalansowaniu czasu na Internet i życie zostaje naprawdę niewiele na innych twórców i tutaj naturalnie wchodzi temat selekcji, kogo oglądamy/czytamy, a kogo omijamy.
Ale jeśli jesteś w sieci tylko dla zabicia czasu (o ironio) albo relaksu, to czy nie warto i tak ten czas „zmarnować” z pożytkiem?
Odstawić trochę tych pierdół i obejrzeć/przeczytać/posłuchać coś wartościowego?
Zalała nas fala pustych treści od Instagramowych i Youtubowych sław, które nie wnoszą tak naprawdę nic do naszego życia, a jeszcze zabierają nasz czas.
Ten sam, którego przecież wciąż nam jest mało?
Ten sam, który podobno kurczy się i ucieka przez palce.
Ten sam, który widzimy jak na dłoni obserwując nasze ekstremalnie szybko rosnące dzieci?

Dlatego tak ważny jest w życiu i Internecie balans.

Ustalić swoje priorytety, przefiltrować to co wpuszczamy do swojej głowy i życia, żeby jednak za kilka lat nie żałować czasu, który poświęciło się na oglądanie cudzego życia, zamiast pracować nad własnym.
Dlatego mamy tak mało „gadanych” Instastory. Nie dlatego, że nie chcę do Was mówić, ale dlatego, że nie chcę żeby moje dzieci oglądały mamę, która całymi dniami nawija do telefonu. No i przede wszystkim chcę mówić przede wszystkim o konkretach i czymś wartościowym, a nie o przysłowiowej „dupie Maryny”. Staram się też nie mieć telefonu w ręce, kiedy dzieci są obok mnie, bo nie chcę, żeby miały poczucie że jakieś urządzenie, czy inni ludzie są ważniejsi niż one. Komentarze poczekają, wiadomości też. Ale dzieciństwo naszych dzieci mamy tylko jedno i to ono jest dla mnie priorytetem.

A Wy? Macie ten balans?