Decyzja.

Choć jeszcze na początku lutego byliśmy przekonani, że owszem – wyprowadzamy się z Warszawy, ale na Śląsk.
Co prawda gdzieś tam z tyłu głowy ciągle kłębiły się myśli : a może by tak znowu wyjechać za granicę? Przez te 18 miesięcy życia w Polsce nazbierało nam się tutaj więcej minusów, niż plusów i nasza frustracja pomału narastała z każdym kolejnym miesiącem życia w ojczyźnie.
Myśli o ponownej emigracji pojawiały się u nas od lipca 2018, kiedy Szymon wrócił ze zlecenia w Dublinie, na maxa zajarany tym miastem. Był tam tydzień i te 7 dni wystarczył mu, żeby zatęsknić za zagraniczną codziennością, w której spędziliśmy przecież 5 lat swojego życia.
W lutym usiedliśmy w końcu na przeciwko siebie i zaczęliśmy jedną z najpoważniejszych rozmów w naszym życiu. O tym co robimy dalej.

Zamknęliśmy firmę, spakowaliśmy się w 13 kartonów i trzy walizki

Nie podjęliśmy decyzji w ten jeden wieczór, to nie było takie proste. Odpowiedzialność za dzieci, za ich edukację, za życie! Rozpisaliśmy ogromną listę różnych kombinacji, co może się wydarzyć. Plany B, C, D. Co zrobimy jak się nie uda, bo wiedzieliśmy że jest bardzo ciężko znaleźć mieszkanie w Irlandii. Zastanawialiśmy się jak będzie najlepiej, może najpierw pojedzie Szymon, a my dojedziemy za kilka miesięcy? Naprawdę, przegadaliśmy mnóstwo godzin, były łzy, był stres. Ale jedna kartka, ta z plusami i minusami życia w Polsce i w Irlandii – ona przeważyła wszystko. Postanowiliśmy jednak wcześniej porozmawiać z Nadią, zanim uruchomiliśmy całą machinę startu przeprowadzki. W końcu to już świadoma i rezolutna prawie 7-letnia dziewczynka! Przedstawiliśmy jej sytuację, porozmawialiśmy co się wydarzy i jak wygląda taka przeprowadzka, opowiedzieliśmy o irlandzkiej szkole, pokazaliśmy okolicę na Google Maps. Powiedziała, że chce tylko żebyśmy nadal byli razem i szczęśliwi. I że bardzo jej się Irlandia podoba – zgodziła się! 🙂
Nie było wyjścia – musieliśmy jechać razem. Znowu postawiliśmy wszystko na jedną kartę!
Tydzień później nasze rzeczy zapakowaliśmy do 13 kartonów, sprzedałam wszystkie meble i część ciuchów, całą resztę oddaliśmy. W ostatni wieczór w Warszawie spaliśmy wszyscy na jednej rozkładanej kanapie, a ostatnie posiłki jedliśmy przy małym stoliczku, który został w mieszkaniu. Następnego dnia mieliśmy pociąg do Gdańska, gdzie spędziliśmy ostatnie 2 dni. Dokładnie 1 marca z samiutkiego rana mieliśmy lot do Cork. Wsiadając do samolotu nie wiem czemu, ale miałam wrażenie że wracamy do domu, mimo że sama nigdy wcześniej tam nie byłam.
Cały Vlog z naszej przeprowadzki możecie zobaczyć tutaj (KLIK)

Dlaczego wyjechaliście?

To ostatnio pytanie nr 1 na naszym Instagramie.
Dlaczego wyjechaliśmy: zaczynając klasycznie od finansów, które są bardziej atrakcyjne niż w Polsce, po możliwości swobodnego życia i nie stresowania się tak wszystkim – właśnie to nam sprzyja za granicą i dlatego postanowiliśmy wrócić na emigrację. Spokojne życie, dobre zarobki i możliwości zmiany branży. Możliwość własnego rozwoju.
Ostatnie 18 miesięcy w Polsce z własną firmą na karku, która nie oszukujmy się – żeby przynosiła dobre dochody trzeba było się naprawdę mocno nagimnastykować. Kombinować. Sprzedać się i rozpychać łokciami. Ja tak nie umiałam, nie potrafiłam się odnaleźć w tej branży pomimo całej mojej miłości do fotografii – przez ostatnie 18 miesięcy nabawiłam się tylko sporej kępki nowych siwych włosów, a nasz styl życia zszedł na psy – odżywianie to tragedia, co objawia się w stanie cery, włosów i ogólnie ciała. Praca po nocach, bo dzieci na początku nie chodziły do przedszkola, a od września 2018 były w przedszkolu może łącznie 4 tygodnie.
Ale nie ma tego złego – przez te 18 miesięcy przeszliśmy niezłą szkołę życia, każda jedna przeprowadzka w poprzednim roku wiele nas nauczyła i to co mówią „co nas nie zabije to nas wzmocni” jest cholerną prawdą. Podpisuję się pod tym obiema rękoma.

Re-emigracja, ale dlaczego Irlandia?

W sierpniu 2017 śmialiśmy się z Szymonem, że w razie jak nam w Polsce będzie źle to wyjedziemy do Irlandii. Takie tam wtedy żarty świeżo wracających z emigracji do Polski. Jak widać wykrakaliśmy sobie i to! Teraz się śmiejemy, że następny przystanek to już nie będą deszczowe wyspy, tylko słoneczna Kalifornia, także zobaczymy 😀

A tak całkiem serio : wybraliśmy Irlandię z prostego powodu: język urzędowy to angielski, innego nie znamy (choć nie powiem, takie życie w Hiszpanii też musi być fajne! Ale bez komunikatywnego hiszpańskiego nie szans, a my jedyne to umiemy to Buenos Dias i parę przekleństw podłapanych z Narcosa :D) Drugim powodem był Brexit, który swoją drogą chyba nigdy nie dojdzie do skutku. Trzecim powodem było to, że Irlandia jest krajem katolickim i choć my sami nie jesteśmy „aktywni religijnie” to fajnie, że mamy możliwość przenieść Love Life Studio na irlandzki rynek – zawsze to dodatkowy zastrzyk gotówki do zapełnienia wakacyjnej skarbonki. Nie chcemy już jednak całej naszej energii poświęcać na tę firmę. Mamy w planach rozwijanie się w trochę innej branży (tak znowu wspólnie, tak jakoś nie umiemy się rozdzielić :D)

Nasze odczucia po 3 tygodniach?

Pomimo początkowego stresu, bo uwierzcie – pomimo, że na Instagramie może tego nie widać – stres nas nie opuszczał. Bo kto nas ogląda ten wie, że najciężej jest z wynajęciem mieszkania. Oglądaliśmy już przeróżne domy, od takich zupełnie normalnych, po domy ulokowane pośrodku czynnego cmentarza w sąsiedztwie kościoła, czy domy na totalnym odludziu, gdzie do najbliższej cywilizacji były 3 km, za to w sąsiedztwie była farma z krowami, opuszczony dworek i stado wron latających nad głowami.
Jednak dzięki Instagramowi, po jednym z moich Instastory odezwała się do nas nasza pierwsza klientka, Ewa. Ewa i Patryk to pierwsza para która zabukowała u nas termin ślubu, kiedy ruszyliśmy z Love Life Studio. I tak zupełnie bezinteresownie nam pomogła, podpytała swoich znajomych z Irlandii, czy wiedzą coś na temat jakiegoś mieszkania na wynajem i podesłała mi namiar na jedno ogłoszenie wywieszone w polskim sklepie. Pojechaliśmy obejrzeć ten dom i okazało się, że to jest to! Co prawda 100 km dalej niż planowaliśmy zamieszkać, ale nawet się nie zastanawialiśmy. I dzięki pomocy Ewy największy stres nas opuścił i teraz już wszystko powinno pójść z górki.

I powiem Wam jeszcze, że jesteśmy szczęśliwi! Dawno tego tak prawdziwie nie czułam.