Każdy kraj ma swoje plusy i minusy, wiadomo.

Jednak dzisiaj będziemy rozstrząsać plusy mieszkania za granicą versus życie w Polsce. A konkretnie plusy życia w UK. Dlaczego w UK? Bo tam mieszkaliśmy przez niemal 5 lat naszego życia i to stamtąd mamy doświadczenia. Ale prawdę mówiąc, ten wpis możecie odnieść do większości zachodnio-europejskich krajów. Bo choć może język jest inny, mentalność ludzi może się różnić, to jednak ekonomicznie większość zachodnich państw stoi na równym poziomie. A tutaj o ekonomii będzie dużo, oj duuużo.
Zatem, jedziemy z tym.

Ludzie. Mentalność

Zacznijmy od społeczeństwa. W końcu to innych ludzi widzimy codziennie na ulicach, w sklepach, to oni potrafią poprawić nam dzień, czy koncertowo go spartolić, prawda?

UK/Anglia

To definitywnie jeden z większych plusów życia na obczyźnie – ludzie. Ludzie, którzy jeśli się nie uśmiechają do Ciebie od ucha do ucha, witając się radosnym „Hello! Mornin’ darling” lub zagadując przyjaźnie (tak tak, to nie urban legend, ludzie za granicą często zagadują na dłuższą pogawędkę – szczególnie jeśli siedzisz samotnie w parku/na łace/gdziekolwiek), tak z drugiej strony mają Cię gdzieś. Możesz przejść przez centrum miasta w szlafroku w panterkę i futrzanych klapeczkach – nikogo to nie obchodzi. A jeśli kogoś to obejdzie, to tylko w taki sposób, że najwyżej przyjdzie przybić piątkę za fajny outfit. Ale z kolejnej, trzeciej strony –  jeśli potrzebujesz pomocy/przewrócisz się/rozwali się siatka z zakupami – przynajmniej kilka osób zaoferuje swoją pomoc. I to jest w tych ludziach piękne, wspaniała mentalność. Ale żeby nie było – nie każdy człowiek na ulicy taki jest, nie każdy zagaduje, nie każdy nawet się uśmiechnie. Większość ludzi definitywnie jest skupionych na sobie, swojej drodze do pracy/domu/sklepu i tak naprawdę widać, że mają gdzieś otoczenie. Ale kiedy napotkasz wzrok takiej osoby i pierwszy się uśmiechniesz, możesz być pewny, że uśmiech odwzajemni. I tak czy siak, ta część totalnie pozytywnych, uśmiechniętych i witających się ludzi wystarczająco robi robotę na tyle, żeby pokochać mentalność ludzi zza granicy.

Polska

Od czego by tu… Tak. Pierwsze dwa, trzy miesiące po powrocie z UK do Polski, miałam wraz z Szymonem zaszczepioną tę zagraniczną mentalność. Te uśmiechanie się do ludzi, w ogóle uśmiechanie się! Gdzie nie wyszliśmy – wzrok większości mijanych ludzi na nas. Wzrok jak na wariatów. Dalej się uśmiechamy, ale już raczej do siebie. I strasznie mi brakuje tego odwzajemniania uśmiechu na ulicy, ale serio, na setki uśmiechów – wróciło kilka. Coś tu jest nie tak. Z witaniem się to już w ogóle –  przywitaliśmy się ze śmieciarzem który właśnie przyjechał odebrać śmieci, a my akurat wychodziliśmy z domu – jego pytający wzrok „o co wam chodzi”. Tak samo witanie się w kolejce, w szatni w przedszkolu – niby standard, klasyk kultury osobistej, a jednak część ludzi jakby miała nas za kosmitów. Na szczęście nadal jest tutaj cząsteczka ludzi, taka garsteczka którzy i się uśmiechną i powiedzą dzień dobry. Ale to zdecydowanie nie to samo co w UK. Za mało Was ludzie, ujawniajcie się!

Zarobki

UK/Anglia

Temat rzeka. Ale zdecydowanie zarobki to jeden z największych plusów życia na obczyźnie. Za jedną pensję jesteśmy w stanie utrzymać czteroosobową rodzinę na przeciętnym poziomie (w kolejnym punkcie przedstawię przeciętne koszta utrzymania). Za dwie pensje (i mówię tu o pensjach w zwykłej, najzwyklejszej pracy – takiej za 9-10 Funtów/h) polecimy na wakacje dwa razy do roku, kupimy dom na kredyt i samochód. Chcesz od życia coś więcej? Jesteś ambitny, znasz świetnie angielski i masz smykałkę do biznesu? A może skończyłeś/as dobre kierunkowe studia? Wystarczy odrobinę bardziej się wysilić – już masz bardzo dobrą pensję. Bardzo.  Jeździsz świetnym samochodem. Mieszkasz w fajnym domu na dobrej dzielnicy i latasz na wakacje kiedy chcesz i gdzie chcesz. Albo jeśli nie interesuje Cię rozrzutny styl życia – odkładasz. Na piękną emeryturkę, no żyć nie umierać!

Polska

Najniższa krajowa, czyli taki nasz Polski standard, niestety. 1530 zł na tzw rękę. Od 2019 – 1634 zł, wohoo. Coś tam pomalutku, ale idzie do góry. Ok – tyle zarabiają studenci i osoby, które nie są wymagające i nie rozwijają się, nie szkolą i podstawa w zupełności im wystarcza.
Według GUS, średnia krajowa w 2018 roku to 3500 zł na rękę. Choć według kolejnych badań, przeciętne wynagrodzenie w Polsce to około 2-2,5 tys złotych na rękę. I tego się trzymajmy. Czy utrzymamy czteroosobową rodzinę za 2500,-? Czy wszystkie osoby po studiach zarabiają adekwatnie do wysiłku włożonego w kilka lat nauki?
A co z tymi ambitnymi, możecie spytać. Tak, jest sporo osób, które dzięki zapewne ciężkiej pracy i zapieprzaniu – osiągnęły ten magiczny pułap 5 cyfrowej, comiesięcznej wypłaty. Ja zapieprzam, Szymon zapieprza, jesteśmy ambitni i jeszcze nam się nie udało. Może kiedyś.

Podsumowanie:

Życie za granicą pod względem finansowym jest dużo łatwiejsze. Dla tych zwykłych ludzi, których zadowala etat/praca w zawodzie, jak i tych którzy chcą rozwijać swoją działalność, czy być freelancerem. Przykład? Fotograf ślubny w Polsce za reportaż zarabia 2-6 tys złotych, najczęściej jest to 2-4 tys złotych. A w UK? 1,5-3 tys funtów. Film reklamowy w Polsce to koszt 1,5-7 tys złotych dla małej firmy, a w UK? 1-7 tys funtów.

Koszta życia :
Polska : mieszkanie ze wszystkimi opłatami 2500 zł (nawet nie daję cen z Warszawy), opłaty internet/tv/telefony 200 zł, paliwo 600 zł, jedzenie 1200 zł, przedszkola państwowe około 170 zł za dziecko / prywatne około 600 zł to już od ponad około 5000 do prawie 6000 zł w zależności od rodzaju przedszkol do którego uda nam się zapisać pociechy. A gdzie ubezpieczenie samochodu? Awarie? Naprawy? Lekarze? Leki? Jakieś przyjemności? Że nie wspomnę o ZUS’ie i podatkach, które ponosi przedsiębiorca.

Anglia: mieszkanie ze wszystkimi opłatami 750 funtów (nie daję cen z Londynu) , opłaty internet/tv/telefony 120 funtów, paliwo 120 funtów, jedzenie 450 funtów, przedszkole (do 15h tygodniowo za darmo. Od 4 roku życia dzieci idą do państwowej, totalnie bezpłatnej szkoły). To wszystko daje razem 1440 funtów. Przy zarobkach dwójki ludzi, jednej pracującej na pełny etat, drugiej dorabiającej na pół etatu – starcza na spokojne życie, wakacje raz do roku i jeszcze coś się odłoży. Dużym plusem w UK, jest to, że mając rodzinę i małe dzieci pod opieką (takie do 3 lat) państwo wspiera takie rodziny tzw „benefitami”, takim naszym Polskim 500+. Tylko tam, jest to 500 funtów +. Mama może zostać z dziećmi w domu, jeśli tylko tego chce, i wrócić do pracy kiedy dzieci osiągną wiek szkolny.

Zakupy

Czyli to co mamuśki lubią najbardziej – zakupy! Spożywcze oczywiście!

Polska:

Chcesz jeść zdrowo? Płać! Płać fortunę. Bio produkty są droższe od zwykłych często o kilkadziesiat procent. Mięso i nabiał bez antybiotyków i pasz gmo tak samo. Nie wspomnę o orzechach i nasionach. Nerkowce? Tylko 12 zł za 150g! Awokado? 8 zł za sztukę. Mleko roślinne? od 6 do 12 zł za litr! W zależności, czy chcemy  zwykłe sojowe, czy migdałowe bio. Mogłabym tak rzucać cenami na lewo i prawo, ale po co? Tak mnie tylko zastanawia, dlaczego tutaj ten alkohol jest taki tani.

UK/Anglia:

Awokado? 1 funt. Bio produkty? Max kilkadziesiąt pensów droższe od „zwykłego” produktu. Na przykładzie bananów : 0.90 pensów 6 zwykłych bananów. Wersja Organic tej samej ilości – 1.39 Funta. Mleka roślinne w cenie wody, i to niemal dosłownie, bo za butelkę wody Evian zapłacisz 1 funt, a za mleko migdałowe 1.5 funta. Ceny tam są naprawdę adekwatne do zarobków.

Podsumowanie:

1 piwo około 2,5 zł w Polsce. Nie kupisz za to nawet kiści bananów.
1 piwo około 1 funta w  UK. Kupisz kiści bananów.
wniosek? W Polsce alkohol jest tańszy od jedzenia, dlaczego?

Plusem jedzenia w Polsce na pewno jest chleb, który jest chlebem, a nie gąbką na cukrze tak jak ten w Anglii. I warzywa, które nawet jeśli nie mają znaczka „bio” to i tak smakują i pachną obłędnie.
Ale dochodzę do wniosku, że chleb upieczesz swój w UK i pojedziesz do rolnika po warzywa, albo kupisz produkty bio w markecie. Bo tam masz na to pieniądze. Także po raz kolejny Anglia wygrała.

Podsumowanie ostateczne

Powinnam jeszcze dopisać podpunkty choćby o polityce i prawie, o traktowaniu ludzi i ich wolności do wyborów, ale wiecie co? Nie napiszę. Bo odpowiedź jest jasna, i bardzo boląca.  Kocham Polskę. Z Szymonem walczymy dalej o lepsze życie tutaj, o lepsze zarobki, bo wiem że mamy zdolności, potencjał i perspektywy.
Ale widzę ludzi na ulicach, smutnych, często zaniedbanych, którzy niestety już się poddali. W tym kraju nie jest łatwo żyć za małą pensję, a mnie ogarnia smutek, bo każdy człowiek, każda rodzina zasługuje na godne życie. Bardzo chciałabym, żeby w naszym pięknym kraju to zmieniło się na lepsze. Żeby pracodawcy oferowali lepsze pensje, bo sami są dobrze traktowani przez rząd i nie muszą kombinować, gdzie i jak przyoszczędzić na podatkach/pracownikach. Żeby państwo odpowiednio pomagało ludziom z biedniejszych rodzin, szczególnie tym którzy maja malutkie dzieci. Żeby ceny jedzenia były adekwatne do zarobków, tak żeby każdy człowiek mógł kupić sobie podstawowe produkty i dobrze wyżywić swoją rodzinę.

Czy to tak dużo?

A jakie są Wasze spostrzeżenia na temat mieszkania za granicą vs życia w Polsce?