Jakiś czas temu wpadł mi do głowy pomysł, żeby przefarbować moje cieżką drogą uzyskane blond włosy, bo zaczęły denerwować mnie odrosty, to że co jakiś miesiąc musiałam odświeżać kolor i że i tak był niejednolity. Mąż podsunął mi pomysł, żebym pokombinowała z kolorami i zaspokoiła swoje żądze zmian i nałożyła najpierw rudy i w miarę pojawiania się coraz większych odrostów powrócić do naturalnego odcienia. Przystałam na to, i jak się okazało to był największy błąd. Ale po kolei. Kupiłam więc farbę do włosów L’oreal Luocolor, w odcieniu 6.40 i 4.5. Nałożyłam najpierw 6.40 – na palecie był to ładny rudy, lekko wpadający w czerwień. Na mojej głowie za to pojawiły się ryżo-pomarańczowo-blondo-brązowy straszne włosy, które w nastepnym  myciu jeszcze bardziej wypłukały się na końcówkach. Wyglądały strasznie! Więc dzisiaj czym prędzej nałożyłam brązową farbę 4.5, i mam obecnie na głowie brązowy, na czubku wpadający w czerwień, a na końcówkach w ciepły brąz. Już sama nie wiem czy mam śmiać się, czy płakać. Wyglądam okropnie, jednak w blondzie czułam się najlepiej – łagodziły moje rysy twarzy. Zastanawiam się czy nie zafundować im ponownego cierpienia w postaci rozjaśniacza, czy przefarbować na ciemny brąz (choć w planach był jasny brąz, ale ten ryżo-rudy zniszczył moje plany). Ciężkie jest życie kobiety! (:

Żegnajcie blond włosy..