Koniec roku. Matko, jak to zleciało. Podsumowanie 2017.

Pamiętam jakby to było wczoraj – Sylwester 2016 – siedzieliśmy z Szymonem przy kuchennym stole, zastanawiając się co nowego nam ten nadchodzący rok przyniesie. Mieliśmy pewne plany i cele na 2017, o tak. Do połowy roku nawet je realizowaliśmy i pomału szliśmy do wyznaczonego celu. Z tym, że byliśmy w Anglii. Jeden atak terrorystyczny, drugi, trzeci. Postanowiliśmy, że nie jest to odpowiednie miejsce do wychowywania dzieci i postanowiliśmy wrócić do Polski. Zatem wszystkie nasze plany i cele w 80% dotyczyły życia w UK,  musieliśmy je przetasować, zmodyfikować i przełożyć na polskie realia.

Nie było łatwo

I chociaż radość mnie rozpierała (bo tak naprawdę nie do końca czułam się dobrze w Anglii), widziałam że będą to kroki do tyłu.
Kiedy mieszkasz w swoim wynajętym domu i czujesz tę swobodę bycia u siebie, na własnych zasadach – możesz o północy piec babeczki, kiedy tylko najdzie Cię ochota, albo przez cały dzień biegać w piżamie. Mieszkasz sam, sam ze swoją własną rodziną. Z mężem i dziećmi. I nagle świadomie rezygnujesz z tego, wracasz do ojczyzny i wprowadzasz się do teściowej (minuta ciszy). Jednocześnie wbijasz sobie do głowy wielkim młotem : robię to dla dzieci.
Mimo wszystko, łatwo nie było.

Pierwsze chwile, podsumowanie

Euforia, radość, szaleństwo, optymizm. Tak.  Z Szymonem czuliśmy, że Giewont możemy przenieść w dowolne miejsce na świecie. I tak mijały dni, Nadia poszła do przedszkola, a my z Erykiem który do przedszkola był za mały, a na prywatne nie mieliśmy pieniedzy – planowaliśmy nasze cele już w Polsce. Zaplanowaliśmy. Firmę, a nawet dwie firmy. Nasze kroki, żeby powstały i pięknie prosperowały, a my, żebyśmy robili to co kochamy i co umiemy robić najlepiej. Utopia, co? Mieliśmy pięknie rozbudowany, rozrysowany plan działania w dłoniach i staranie o dotację z PUP w zanadrzu. Niestety – musieliśmy z dotacji zrezygnować. Nie miałam kogo poprosić o poręczenie majątkowe. Cóż, zdarza się i tak. Postanowiliśmy się nie mazgaić, a na wymarzony obiektyw 70-200 i kilka innych potrzebnych rzeczy odłożyć z własnych pieniędzy. Otworzyliśmy firmę bez dotacji.

Wsparcie

Tylko między nami, z zewnątrz brak. Kawały o teściowych tak bardzo aktualne, może nawet zacznę pisać swoje?

Zmiany

Końcówka roku przyniosła tak nieoczekiwany zwrot akcji, że jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że przeznaczenie istnieje. Gdyby nie pewne decyzje i wybory, kto wie jak by się to wszystko potoczyło?

Koniec roku to rozpęd naszego Love Life Studio i poszerzenie oferty o fotografie i filmy ślubne. W samym grudniu terminy na 2018 rok zabukowało 6 cudownych par! Dzięki temu zaczynamy robić to co nam najlepiej wychodzi – łapanie cudownych chwil, momentów i zamykanie ich w kadrach/filmie. Nie mogę się doczekać, żeby łapać ich szczęście w kadrach! 🙂
Koniec roku dał nam także możliwość przeprowadzki w zupełnie inny klimat, ale o tym napiszę więcej w swoim czasie 🙂

2018, co nam dasz?

Na pewno to na co sobie zapracujemy i to co podsunie nam los, bo po 2017 roku widzę jaki on bywa nieprzewidywalny.
Jednak mamy swoje plany i cele do których dojdziemy małymi kroczkami. Być może różnymi drogami. Być może znowu pojawią się różne okazje, rozwiedlenia i coś trzeba będzie wybrać, a z czegoś zrezygnować.
Jedno wiem na pewno – chcę rozwijać siebie, chcę się rozwijać w fotografii. Chcę rozwijać z Szymonem nasze firmy. I chcę, najmocniej pragnę, żeby moje dzieci były nadal szczęśliwe tak jak są teraz.

2018, nadchodzimy!